-Mama kazała mi tu przyjść. - wytłumaczyła się od razu.
- Wejdź. - zaproponowałem niechętnie. Kiedy dziewczyna weszła do kuchni, gdzie ją pokierowałem, Scott zaniemówił. Tego zdziwienia naprawdę nie da się opisać.
- Powinienem wyjść? - zapytał przyjaciel.
- Zostań. - odpowiedzieliśmy z Lydią prawie że wspólnie. Zaproponowałem, żeby usiadła.
- Ja tylko na chwilę. - powiedziała.
- Herbaty? - wyręczył mnie Scott.
- Nie dziękuję. - uśmiechnęła się do niego.
- Coś się stało? - wydusiłem z siebie. Starałem nie skupiać się na jej oczach, ani niczym innym. Próbowałem zachowywać się jak normalny facet.
- Przyszłam podziękować w imieniu mamy za udane przyjęcie i miłą obsługę.Szybko się uwinąłeś i mama nie zdążyła powiedzieć Ci tego osobiście, a obecnie jest u szeryfa Stilińskiego w jednej sprawie. - powiedziała jakby mówiła jakąś formułkę. Ciekawe, przez ile czasu to ćwiczyła.
- Nie ma sprawy. - odpowiedziałem, jednym okiem spoglądając na Scotta, który o niczym nie wiedział.
- To ja już pójdę. - powiedziała, po czym wyszła z mojego domu tak szybciej, niż moje oczy zdążyły mrugnąć. Nie opiszę tego, jak się czuję. Mogłem robić sobie nadzieje, że to ona przekonała mamę, żeby tu przyjść, ale po co? Skoro każdy dobrze zna prawdę.
- Teraz się spowiadaj. - Scott spoważniał. Oparł się o stół, krzyżując ręce na klatce piersiowej i dał mi do zrozumienia, że zamienia się w słuch.
- Nie wiedziałem, że to przyjęcie jej mamy. - powiedziałem od razu. - Poza tym nieźle nawaliłem.
- Żadna nowość. - stwierdził Scott, uśmiechając się i niecierpliwie czekając na dalszy ciąg mojej historii.
- Obiad wylądował na jej sukience. Możemy zmienić temat? Naprawdę nie chcę o tym rozmawiać.
- Możemy. Idziemy zagrać? - zaproponował przyjaciel. Za to go kocham.
- Idziemy. - odparłem zdecydowanie.
Scott opuścił mój dom około trzeciej nad ranem. Postanowiłem nie iść już spać. Czekałem w salonie na tatę, oglądając jakieś bezsensowne programy w TV. Myślałem o niej. Kogo ja próbuję oszukać, nie zapomnę z dnia na dzień. Analizowałem wszystkie nasze spotkania, rozmowy, okazje, które zepsułem. Patrząc na to wszystko, zastanawiałem się, czy ona w ogóle wie, kim dla mnie jest. Mimo, że większość moich znajomych wie, jakim uczuciem ją darzę od dawna, to i tak nie znaczy, że te słuchy musiały dotrzeć do niej. Pomijając fakt, że za każdym razem, kiedy jest obok robię z siebie króla idiotów. Gubiłem się już sam w swoich myślach. Chaos w mojej głowie przerwał dźwięk otwierających się drzwi.
- Cześć tato. - powiedziałem lekko zmęczonym głosem.
- Stiles, czemu Ty do diabła nie śpisz? - zapytał.
- A to jakiś problem? - unikałem odpowiedzi.
- Coś się stało, synu? - próbował zagrać dobrego ojca. No dobrze, jak na samotnie wychowującego mnie faceta, był dobrym ojcem. Nie mogę mu nic zarzucić. Wiem, że z kimś takim jak ja ciężko się dogadać.
- Była u Ciebie w biurze dziś w nocy Pani Martin? - przeszedłem od razu do sedna.
- Była. - odparł bez zawahania.
- Czego chciała? - może byłem zbyt nachalny, ale nie lubię chodzić na około.
- Nie powinienem o takich sprawach rozmawiać poza pracą, Stiles. - odpowiedział. Spodziewałem się tego.
- Zawsze mogę zapytać, jak będziesz już w pracy. - uśmiechnąłem się, ale tata tego nie kupił.
- Dlaczego interesuje Cię jej osoba? - zapytał, wyciągając z lodówki ser, masło, pomidor i kilka innych rzeczy, które można zjeść na śniadanie.
- W sumie nie istotne. Pogadamy potem, jestem zmęczony. - powiedziałem, wstając z kanapy i ruszając na górę do swojego pokoju.
- Stiles. - zatrzymał mnie tata. - O trzynastej muszę wrócić do pracy. Jest kilka ważnych spraw, które nie mogą poczekać. - powiedział lekko zmartwiony.
- Nie szkodzi. - skłamałem, ale czego mogłem się spodziewać. Poszedłem do pokoju, rzuciłem się na łóżko z nadzieją, że zasnę. Pomimo mojego zmęczenia, to było trudne wyzwanie.
Poniedziałek zaczęliśmy testem z matematyki. Profesor był surowy, dlatego spodziewałem się kolejnej złej oceny. Nic nie umiałem, ale po kilku takich sprawdzianach moje stopnie przestały wpływać na moje sumienie. Nagle zadzwonił telefon.
- Wybaczcie, to coś ważnego. Siedźcie cicho. - powiedział profesor i wyszedł z sali. Wszyscy zaczęli spoglądać do siebie i gwałtownie spisywać odpowiedzi. Ja jednak nie miałem do kogo zajrzeć, Scott siedział na drugim końcu sali, a pewnie i tak nic nie umiał. Ku mojemu zdziwieniu, osoba przede mną odwróciła się i z uśmiechem położyła kartkę na moją ławkę.
- Daj swoją, nieuku. - powiedziała Lydia, zabierając mój sprawdzian z ławki.
***
dostępne również na: https://www.wattpad.com/story/66527076-stydia-you-look-like-you're-gonna-ignore-me

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz