piątek, 15 kwietnia 2016

Rozdział5

***

    Atmosfera była lekko napięta. Pizza przyszła chwilę po powrocie naszych rodziców. Zupełnie inaczej wyobrażałem sobie tę kolację. Gdy zjedliśmy tata grzecznie zasugerował, żebyśmy poszli z Lydią na górę. Wątpię, że była zachwycona tym pomysłem, ale posłuchaliśmy go. 
- Skąd nasi rodzice się znają? - zapytała Lydia, kiedy zamknąłem drzwi pokoju.
- Pewnie poznali się na komisariacie przy jakieś sprawie. - zasugerowałem, siadając na łóżko. Lydia chodziła po moim pokoju, obserwując plakaty i rzeczy na półkach. Bałem się, że odkryje coś, czego nie chciałbym, żeby wiedziała, ale miałem nadzieję, że nic takiego się w tym pomieszczeniu nie znajduje. 
- Lubisz lackross? - zapytała.
- Jestem w drużynie. - odparłem.
- Nie często chyba grasz, prawda? - zaśmiała się. Nie chciałem na to odpowiadać, więc przemilczałem. - Scott jest twoim przyjacielem? - zapytała, spoglądając na nasze wspólne zdjęcie, które leżało na biurku. 
- Tak, znamy się od podstawówki. - odpowiedziałem, uśmiechając się. 
- To słodkie. - powiedziała, podnosząc ramkę. - Zawsze chciałam mieć przyjaciółkę. - zaskoczyła mnie tym stwierdzeniem.
- Nigdy nie miałaś? - spytałem.
- Nigdy nie miałam nikogo, kogo mogłabym nazwać przyjacielem. Z chłopakami zwykle kończyło się to związkiem, a dziewczyny.. nie wiem, po prostu nie umiemy się dogadać. - odparła, co jakiś czas spoglądając na mnie. Oparła się o biurko, czekając aż odpowiem. A ja zaniemówiłem. Po chwili ciszy zebrałem się, żeby odpowiedzieć.
- Nie dziwię się. Ciężko spotkać chłopaka w szkole, który by nie marzył o randce z Tobą. - odpowiedziałem. 
- Nawet Ci zajęci? - jej mina wyrażała o wiele więcej, niż obrzydzenie.
- Pewnie tak. - powiedziałem, uśmiechając się. 
- I pomyśleć, że mój chłopak tego nie docenia. - powiedziała pod nosem, ale mimo to usłyszałem.
- Dlaczego nie docenia? - spojrzała na mnie. Patrzyła mi prosto w oczy, pewnie zastanawiając się, czy może mi zaufać. 
- Nie chcę o tym rozmawiać, wybacz. - odpowiedziała, spuszczając wzrok. 
- Rozumiem. - odparłem.
- Powinnam już iść. Rano wstajesz do szkoły. - uśmiechnęła się.
- A ty?- postanowiłem zapytać.
- Mnie się tam jutro nie spodziewaj. Daj znać o ocenie z matmy. 
- Mam do ciebie przyjść i oznajmić, jaką mam ocenę? - zaśmiałem się.
- Po prostu napisz. - powiedziała zapisując na pierwszej lepszej kartce na biurku swój numer. Potem jeszcze raz posłała mi ciepły uśmiech i wyszła z pokoju. Powinienem ją odprowadzić, ale nie miałem siły. Zbyt dużo przeżyć, jak na jeden dzień. Wziąłem ręcznik, bokserki na zmianę i poszedłem pod prysznic. Słyszałem z łazienki, jak tata żegna się z mamą Lydii, dlatego po kąpieli spokojnie wszedłem do salonu, gdzie tata sprzątał po kolacji. 
- Tato, mogę o coś zapytać? - zawahałem się.
- Przepraszam, że nie wyglądało to tak, jak ustalaliśmy. - nie mam pojęcia, dlaczego mnie za to przeprasza.
- Łączy cię coś z Panią Martin? - zapytałem wprost.
- Skąd, to było tylko służbowe spotkanie, pomaga nam w śledztwie. - zaśmiał się. Trochę mi ulżyło. 
- Pomóc Ci? - spytałem, patrząc jak tata zbiera talerze i szklanki.
- Dam sobie radę. Idź już spać, bo zaśpisz do szkoły. - posłał mi szeroki i troskliwy uśmiech. Odwzajemniłem to i poszedłem do siebie na górę.
      Rano o dziwo wstałem bez problemu. Spokojnie naszykowałem sobie rzeczy do szkoły i zjadłem śniadanie. Tata odebrał mi przed pracą Jeepa z warsztatu, więc nie byłem zdany na autobus. I całe szczęście. Miałem pół godziny w zapasie, więc wróciłem do swojego pokoju. Na biurku leżała kartka z numerem Lydii. Wyciągając z kieszeni telefon, wahałem się, czy go zapisać. W końcu jednak to zrobiłem. Uśmiechając się do siebie, usiadłem na łóżku. Przypomniałem sobie, że dzisiaj jej nie będzie. Przez chwilę ogarnął mnie smutek. Wspominałem naszą wczorajszą rozmowę. Przykro mi, że nie ma żadnych przyjaciół i nigdy nie miała. Najwidoczniej z Jacksonem też jej się nie układa. Może dlatego postanowiła zjeść ze mną tę kolację? Chciała o nim nie myśleć, albo zrobić mu na złość? W mojej głowie rodziło się pełno pytań, dlaczego ja. Po pół godzinie poszedłem do Jeepa i pojechałem po Scotta.

                                                                          ***

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz