Do domu zawitałem około północy. Nie ukrywam, że tata nie był zadowolony moim późnym powrotem. Jednak mimo wszystko nic mi na ten temat nie powiedział.
- Jak było? - zapytał, kiedy wyciągałem butelkę wody z lodówki.
- Nie najgorzej. - odparłem. Pod tym ukrywało się "nigdy nie przeżyłem lepszego wieczoru, to prawie spełnienie marzeń".
- Rozumiem, że porozmawiamy o tym innym razem? - uśmiechnął się. - mykaj na górę, za pół godziny masz spać. - zaśmiał się. Przytaknąłem, po czym poszedłem do swojego pokoju. Nie było mowy, że dzisiaj zasnę. Wziąłem prysznic i wróciłem do pokoju. Położyłem się na łóżku, patrząc w sufit. Chciałbym do niej napisać, ale nie będę nachalny. Jeśli będzie chciała, to sama się odezwie.
Długo rozmyślałem, aż w końcu zasnąłem. Obudził mnie dźwięk telefonu.
- SZLAK! - powiedziałem do siebie. Była ósma jeden. Zaspałem na zajęcia. Ponad to na ekranie wyświetliło mi się multum smsów od Scotta. "Wybacz stary, dopiero wstałem." - odpisałem przyjacielowi, szybko zbierając się z łóżka. Spakowałem sprzęt na trening, kilka zeszytów i pobiegłem do Jeepa.
Odpuściłem na pierwszą lekcję, bo nie miało sensu wchodzenie do klasy o tej porze. Poszedłem do szatni, żeby odłożyć torbę na trening. Ku mojemu zdziwieniu był tam też Jackson. Olewając najbardziej znienawidzonego przeze mnie człowieka w naszej szkole, ruszyłem w stronę swojej szafki. Usłyszałem kroki. Gdy się odwróciłem, Jackson stał już za mną.
- Byłeś wczoraj z Lydią, prawda? - powiedział, a jego oczy błyszczały nienawiścią. Nie odpowiedziałem, zamurowało mnie. - nie zbliżaj się do niej. - powiedział w końcu po chwili ciszy i wyszedł z szatni. Przewróciłem oczami, po czym schowałem torbę i poszedłem na korytarz.
Przerwa zaczęła się po piętnastu minutach. Podchodząc do Scotta wychodzącego z klasy, rozglądałem się, czy przypadkiem Lydia nie pojawiła się w szkole, choć wiedziałem, że są na to marne szanse. Myliłem się. Uśmiech rudowłosej zauważyłem na drugim końcu korytarza. Jeszcze bardziej zaskoczył mnie fakt, że szła w moją stronę.
- Co ty taki niewyraźny? - zapytał Scott, ściągając mnie na ziemię.
- Późno szedłem spać. - odparłem. Lydia w końcu do nas podeszła.
- Cześć. - uśmiechnęła się.- wyspany? - zapytała, nie zmieniając wyrazu twarzy.
- Trochę. A ty? - odpowiedziałem, po czym spojrzałem na Scotta. Jego mina była bezcenna.
- Nie spałam. Stwierdziłam, że jeśli zasnę, to już do szkoły nie wstanę, a wypadało przyjść na sprawdzian z biologii. - powiedziała. Szlak, zapomniałem. - A co tam u Ciebie McCall? - zwróciła się do Scotta, żeby włączyć go w naszą rozmowę. Przyjaciel trochę się zmieszał.
- Wszystko dobrze. - odparł po chwili ciszy. Naszą rozmowę przerwał przystojniak.
- Kochanie, przyjdziesz dzisiaj na mój trening? - zapytał Jackson, całując swoją dziewczynę.
- No jasne! - odparła, totalnie nas olewając.
- Widzę, masz kolegów. - powiedział Jack, spoglądając na mnie i Scotta.
- Tak.. - zawahała się.
- Chodź, zaraz matma. - stwierdził, powoli odchodząc od nas i dając Lydii do zrozumienia, żeby poszła za nim.
- Do zobaczenia. - odparła w naszą stronę i poszła. Czułem, jak w gardle rosła mi gula. Wiem, że czeka mnie jeszcze wywiad ze Scottem, bo o niczym nie wiedział. Jednak nie chciałem o tym teraz rozmawiać.
- Jak przyjechałeś do szkoły? - zapytałem, chcąc zarzucić temat.
- Busem. - odpowiedział przyjaciel bez zastanowienia.
Pot spływał mi z czoła strumieniami. Biegnąć już szóste kółko wokół boiska, czułem jak tracę oddech. Zostały jeszcze cztery, a miałem wrażenie, że moje płuca zaraz wyskoczą z klatki piersiowej.
- Stillinski, jak nie masz siły to usiądź. - odezwał się trener. Nie chciałem siadać, bo wiedziałem, że na trybunach siedzi Lydia. Jednak mimo to, przy ósmym kółku zrezygnowałem. Spojrzałem na widownię, ale dziewczyny tam nie było. Usiadłem na ławce, żeby chwilę odetchnąć, po czym informując trenera, że idę do toalety, poszedłem na parking szkoły. Nie mam pojęcia, co mnie tam pokierowało. Rudowłosa siedziała w swoim samochodzie i przecierała oczy chusteczką. Podbiegłem do pojazdu i zapukałem w szybę. Gdy odsłoniła oczy, zobaczyłem jej rozmazany makijaż. Szybko spojrzała w lusterko, przejechała palcami po powiekach i otworzyła okno.
- Lydia, czemu płaczesz? - spytałem
- Nie płaczę, Stiles. Te łzy są z nikąd, serio. Wracaj na trening. - tłumaczyła się.
- Są od Ciebie. - odpowiedziałem.
- Tylko. - szepnęła, ledwo coś z siebie wyduszając.
- To jest wystarczający powód. - powiedziałem, ocierając jej łzę, płynącą po policzku.
***
dostępne również na: https://www.wattpad.com/story/66527076-stydia-you-look-like-you're-gonna-ignore-me
- Rozumiem, że porozmawiamy o tym innym razem? - uśmiechnął się. - mykaj na górę, za pół godziny masz spać. - zaśmiał się. Przytaknąłem, po czym poszedłem do swojego pokoju. Nie było mowy, że dzisiaj zasnę. Wziąłem prysznic i wróciłem do pokoju. Położyłem się na łóżku, patrząc w sufit. Chciałbym do niej napisać, ale nie będę nachalny. Jeśli będzie chciała, to sama się odezwie.
Długo rozmyślałem, aż w końcu zasnąłem. Obudził mnie dźwięk telefonu.
- SZLAK! - powiedziałem do siebie. Była ósma jeden. Zaspałem na zajęcia. Ponad to na ekranie wyświetliło mi się multum smsów od Scotta. "Wybacz stary, dopiero wstałem." - odpisałem przyjacielowi, szybko zbierając się z łóżka. Spakowałem sprzęt na trening, kilka zeszytów i pobiegłem do Jeepa.
Odpuściłem na pierwszą lekcję, bo nie miało sensu wchodzenie do klasy o tej porze. Poszedłem do szatni, żeby odłożyć torbę na trening. Ku mojemu zdziwieniu był tam też Jackson. Olewając najbardziej znienawidzonego przeze mnie człowieka w naszej szkole, ruszyłem w stronę swojej szafki. Usłyszałem kroki. Gdy się odwróciłem, Jackson stał już za mną.
- Byłeś wczoraj z Lydią, prawda? - powiedział, a jego oczy błyszczały nienawiścią. Nie odpowiedziałem, zamurowało mnie. - nie zbliżaj się do niej. - powiedział w końcu po chwili ciszy i wyszedł z szatni. Przewróciłem oczami, po czym schowałem torbę i poszedłem na korytarz.
Przerwa zaczęła się po piętnastu minutach. Podchodząc do Scotta wychodzącego z klasy, rozglądałem się, czy przypadkiem Lydia nie pojawiła się w szkole, choć wiedziałem, że są na to marne szanse. Myliłem się. Uśmiech rudowłosej zauważyłem na drugim końcu korytarza. Jeszcze bardziej zaskoczył mnie fakt, że szła w moją stronę.
- Co ty taki niewyraźny? - zapytał Scott, ściągając mnie na ziemię.
- Późno szedłem spać. - odparłem. Lydia w końcu do nas podeszła.
- Cześć. - uśmiechnęła się.- wyspany? - zapytała, nie zmieniając wyrazu twarzy.
- Trochę. A ty? - odpowiedziałem, po czym spojrzałem na Scotta. Jego mina była bezcenna.
- Nie spałam. Stwierdziłam, że jeśli zasnę, to już do szkoły nie wstanę, a wypadało przyjść na sprawdzian z biologii. - powiedziała. Szlak, zapomniałem. - A co tam u Ciebie McCall? - zwróciła się do Scotta, żeby włączyć go w naszą rozmowę. Przyjaciel trochę się zmieszał.
- Wszystko dobrze. - odparł po chwili ciszy. Naszą rozmowę przerwał przystojniak.
- Kochanie, przyjdziesz dzisiaj na mój trening? - zapytał Jackson, całując swoją dziewczynę.
- No jasne! - odparła, totalnie nas olewając.
- Widzę, masz kolegów. - powiedział Jack, spoglądając na mnie i Scotta.
- Tak.. - zawahała się.
- Chodź, zaraz matma. - stwierdził, powoli odchodząc od nas i dając Lydii do zrozumienia, żeby poszła za nim.
- Do zobaczenia. - odparła w naszą stronę i poszła. Czułem, jak w gardle rosła mi gula. Wiem, że czeka mnie jeszcze wywiad ze Scottem, bo o niczym nie wiedział. Jednak nie chciałem o tym teraz rozmawiać.
- Jak przyjechałeś do szkoły? - zapytałem, chcąc zarzucić temat.
- Busem. - odpowiedział przyjaciel bez zastanowienia.
Pot spływał mi z czoła strumieniami. Biegnąć już szóste kółko wokół boiska, czułem jak tracę oddech. Zostały jeszcze cztery, a miałem wrażenie, że moje płuca zaraz wyskoczą z klatki piersiowej.
- Stillinski, jak nie masz siły to usiądź. - odezwał się trener. Nie chciałem siadać, bo wiedziałem, że na trybunach siedzi Lydia. Jednak mimo to, przy ósmym kółku zrezygnowałem. Spojrzałem na widownię, ale dziewczyny tam nie było. Usiadłem na ławce, żeby chwilę odetchnąć, po czym informując trenera, że idę do toalety, poszedłem na parking szkoły. Nie mam pojęcia, co mnie tam pokierowało. Rudowłosa siedziała w swoim samochodzie i przecierała oczy chusteczką. Podbiegłem do pojazdu i zapukałem w szybę. Gdy odsłoniła oczy, zobaczyłem jej rozmazany makijaż. Szybko spojrzała w lusterko, przejechała palcami po powiekach i otworzyła okno.
- Lydia, czemu płaczesz? - spytałem
- Nie płaczę, Stiles. Te łzy są z nikąd, serio. Wracaj na trening. - tłumaczyła się.
- Są od Ciebie. - odpowiedziałem.
- Tylko. - szepnęła, ledwo coś z siebie wyduszając.
- To jest wystarczający powód. - powiedziałem, ocierając jej łzę, płynącą po policzku.
***
dostępne również na: https://www.wattpad.com/story/66527076-stydia-you-look-like-you're-gonna-ignore-me

Świetny rozdział <3
OdpowiedzUsuńCzekam na następny.
Końcowa scena najlepsza!
Buziaczki <3