poniedziałek, 16 maja 2016

Rozdział8

***


     Rozmawialiśmy chwilę. Wiem, że chodzi o Jacksona, ale nie chciała tego przyznać. Wróciłem na trening, gdzie drużyna zaczęła już grać. Trener podał mi kask, po czym wszedłem na boisko. Nie skupiałem się zbytnio na grze, bo nie zrobiłoby to żadnej różnicy, tak jak moja obecność tutaj. Lydia pojawiła się na trybunach pod koniec naszej rozgrywki. Parę minut później trener poinformował nas, że możemy już iść.
    Postanowiłem, że położę się dzisiaj wcześnie spać. Nie miałem ochoty na kolejne spóźnienie i wystawienie przyjaciela. Ponadto nie zapowiadało się na to, żeby Lydia zadzwoniła. Pewnie Jackson przemówił jej do rozsądku. Spoglądając na zegarek postanowiłem, że poczekam na tatę. Zajrzałem do lodówki, z nadzieją, że znajdę tam coś, co mógłbym podać na kolację. Nie mając dużego wyboru, przygotowałem kanapki i wstawiłem wodę na herbatę. W tym czasie tata wszedł do domu. 
- Jak było? - zapytałem bez przywitania.
- Jak zawsze. - odpowiedział bez większego zastanowienia. Szeryf wyglądał na bardzo zmęczonego, co mnie nie dziwiło. Kiedy odwiesił kurtkę, odwrócił się w moją stronę i spojrzał mi w oczy. Dostrzegłem w nich jego troskę.
- Zjemy razem kolację? - spytałem po dłuższej ciszy. 
- Czekałem na ten dzień. - uśmiechnął się. Gdzieś w sercu poczułem ciepło, a sam z siebie tryskałem radością. Tata usiadł przy stole, na którym leżał już talerz z kanapkami. Doniosłem tylko ciepłej herbaty i usiadłem obok rodzica. Brakowało mi takich chwil. 

     Głośny klakson Jeepa dał Scottowi do zrozumienia, że powinien już wyjść. Lekcja miała rozpocząć się za dziesięć minut, a zapowiadało się na to, że znów się spóźnimy. W końcu przyjaciel zszedł. Zobaczyłem, jak żegna się z mamą, po czym idzie w stronę mojego auta. Odpaliłem silnik, po czym, kiedy brunet usiadł na swoje miejsce i zapiął pasy, ruszyłem w stronę szkoły. 
- Wybacz, trochę zaspałem. - powiedział lekko zaspanym głosem Scott.
- Nie szkodzi. - odparłem.
- Masz zamiar mi wszystko opowiedzieć? - zapytał. Wiedziałem, że w końcu będę musiał, jednak nie byłem pewny, czy to właśnie ta chwila. 
- Robisz coś po południu? -westchnąłem.
- Raczej nie. - odpowiedział po chwili zastanowienia. 
- To idziemy na piwo. Wszystkiego się dowiesz. - powiedziałem. Nie wiedziałem, czy chcę, żeby wiedział wszytko, ale nie mogłem ciągle zwlekać. Znamy się od podstawówki, miał obowiązek wszystko wiedzieć. 
     Lekcje zaczęliśmy od matmy. Lydia weszła do klasy chwilę spóźniona. Miała na ustach mocno czerwoną szminkę, która świetnie grała z jej długimi, truskawkowo-blond i wyprostowanymi włosami. Szukałem jej spojrzenia, niestety z niepowodzeniem. W drodze do ławki nie spojrzała na mnie ani razu. Dopiero po sprawdzeniu obecności, odwróciła się do mnie, szepcząc po cichu "hej". Jej uśmiech natychmiastowo poprawił mi humor. 
      Na przerwie poszliśmy ze Scottem do sekretariatu uczniowskiego, żeby dowiedzieć się, czy profesor od historii jest dzisiaj w szkole. Ucieszyła nas wiadomość, że jednak nie, ponieważ oznaczało to, że kończymy zajęcia dwie godziny wcześniej. Po wyjściu z sekretariatu, przy drzwiach z zaplecza dostrzegłem włosy o truskawkowym blondzie. Nawet gdy jej nie szukam, to ją widzę. Też mnie zauważyła i gestem pokazała, że mam stać tu, gdzie stoję. Przeciskając się przez tłum uczniów, szukających swoich sal, w końcu znalazła się obok mnie. 
- Robię imprezę w piątek, wpadacie? - zapytała. 
- Jak zawsze. - odpowiedziałem za nas dwóch.
- To świetnie! o 19 u mnie. - oznajmiła.
- A twoja mama? - zdziwiłem się.
- Będzie z twoim tatą na komisariacie całą noc, nie martw się. - uśmiechnęła się i gestem dała mi do zrozumienia, że musi iść. Nie zdążyłem już na to odpowiedzieć. Miałem tylko nadzieję, że od taty dowiem się czegoś więcej.
      Wraz ze Scottem poszliśmy do baru w centrum Beacon Hills. Przyjechaliśmy autobusem, ponieważ mimo, że moim rodzicem jest Szeryf i pewnie nie uzyskałbym żadnej kary, to wolałem nie ryzykować. W głowie układałem już wszystko, co chcę powiedzieć. Siadając przy stoliku ze szklanką piwa, zacząłem mówić, jak to wszystko się zaczęło. Opowiadając o tym, jak wyglądała w lekkim makijażu, przechodził mnie dreszcz. Przypominałem sobie te wszystkie chwile, te jej piękne oczy, włosy, to ja się śmiała, kiedy mówiła o swojej mamie. Miałem tylko nadzieję, że nie zanudzam przyjaciela tymi szczegółowymi opisami.
      Wróciłem do domu dosyć wcześnie, ale tata już był. Dzisiaj to on czekał z kolacją.
- Bałem się, że dzisiaj Cię tu już nie zastanę. - zaśmiał się.
- Byłem ze Scottem. - odparłem, spoglądając na stół. Była na nim jajecznica, kanapki i wino.
- Siadaj. - uśmiechnął się do mnie, gestem pokazując, żebym usiadł. Posłuchałem i tak zrobiłem. Tata nalał nam wina. Chwilę zastanawiałem się, jak zacząć rozmowę o nocy z mamą Lydii na komisariacie.Chciałem dowiedzieć się też, czego dotyczy ta sprawa.
- Możemy porozmawiać? - spytałem.
- O tym marzę, synu. - odpowiedział bez wahania, spoglądając na mnie.
- Czego dotyczy to śledztwo, w którym pomaga wam Pani Martin? - spytałem bez zastanowienia. Oczekiwałem jasnej odpowiedzi. Tata jednak milczał przez dłuższy czas.

                                                                      ***


4 komentarze:

  1. Strasznie lubię tego bloga <3 Dawaj szybko nexta!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło, że ktoś tu jednak się odzywa, haha 😂
      'Next' już w sobotę, zapraszam! ♥

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytam każdy post i czekam na kolejny! :3

    OdpowiedzUsuń