***
Cały weekend przesiedziałem w domu. W piątek w nocy dokonano kolejnego morderstwa, tym razem w lesie niedaleko naszej szkoły, przez co tata niemal całe dwa dni przesiedział w pracy. Lydia nie odezwała się ani razu. Jak idiota co chwilę spoglądałem na telefon, z nadzieją na jakąś wiadomość. Wstając w poniedziałek rano, zastanawiałem się, czy chcę pokazać się w szkole. Jednak byłem Scottowi winny wyjaśnienia, dlaczego zniknąłem. Podniosłem się z łóżka dosyć wcześnie, jak na siebie, więc bez pośpiechu zrobiłem wszystko, co powinienem.
Poniedziałek standardowo zaczęliśmy matematyką. Kiedy wszedłem do klasy, Lydia była już w swojej ławce. Chciałem się przywitać, ale dziewczyna unikała mojego spojrzenia. Na lekcji rozmawialiśmy o funkcji kwadratowej. Martin nie odwróciła się do mnie ani razu. Po dzwonku szybko wyszła z sali. Nie miałem nawet zamiaru jej gonić, pewnie poszła do Jacksona. Idąc ze Scottem w stronę sali, gdzie mieliśmy mieć następne zajęcia, usłyszałem, że ktoś mnie woła. Byłem przekonany, że mam omamy, ale dla pewności odwróciłem się.
- Cześć! - niska blondynka o brązowych oczach radośnie podbiegła w naszą stronę.
- Hej, Malia! - posłałem jej gorący uśmiech. Scott tylko kiwnął głową.
- I jak tam? Szybko w piątek zniknąłeś. - mówiła, nie dając mi żadnego znaku, że źle zrobiłem, zostawiając ją wtedy.
- Tak, miałem do załatwienia jedną sprawę, nic poważnego. - odparłem. Na siłę próbowała mi spojrzeć w oczy, jednak ja przyglądałem się całej jej twarzy. Poza tuszem do rzęs nie było na niej w ogóle makijażu.
- Dużo nie straciłeś, impreza i tak szybko się skończyła. - wzruszyła ramionami.Spojrzałem na przyjaciela, który nie wspomniał nawet, o której wrócił do domu. Ta rozmowa była jeszcze przed nami.
- Cóż, to chyba dobrze. Chociaż szkoda, bo nie pobawiliście się. - uśmiechnąłem się.
- Oh, bywało lepiej. - powiedziała. - To ja już pójdę, bo mam lekcje po drugiej stronie szkoły. - zaśmiała się, po czym ruszyła w przeciwną stronę korytarza, niż ja i Scott.
- Cześć - wymamrotałem pod nosem.
Dzień w szkole strasznie mi się dłużył. W drodze powrotnej zamieniliśmy z przyjacielem parę krótkich zdań na temat piątkowego wieczoru. Zatrzymując się pod domem przyjaciela stwierdziłem, że warto dokończyć tę dyskusję, więc zaprosiłem go do siebie na kolację. Na szczęście się nie sprzeciwił. Poczułem lekką ulgę wiedząc, że mogę na niego liczyć. Poza tatą był tak naprawdę jedyną osobą, której teraz ufałem.
Scott przyszedł chwilę przed powrotem taty, więc w trójkę zjedliśmy zamówioną przeze mnie wcześniej pizze. Przyjaciel doskonale wiedział, że lepiej nie poruszać przy szeryfie pewnych tematów, więc po skończonym posiłku poszliśmy na górę.
- więc o co tak naprawdę poszło między tobą i Martin? - zapytał, kiedy upewniliśmy się, że najstarszy facet w tym domu nas nie słyszy.
- W sumie o nic takiego. Była zła na mnie, że zostaję na komisariacie, a nie wracam z nią na imprezę, więc zadzwoniła po swojego chłopaka. - wzruszyłem ramionami, siadając na niepościelone łóżko w moim pokoju.
- Zabawne, bo siedziałem w jej domu do czwartej nad ranem, czekając aż wrócą. - mina Scotta w tym momencie mnie przerażała.
- Pewnie pojechali do klubu, bo było do przewidzenia, że zakończysz tą imprezę jak najszybciej. - to była jedyna opcja, jaka przyszła mi do głowy.
- Jakaś sugestia? - zaśmiał się.
- Skąd. - odpowiedziałem również się śmiejąc. Naszą dyskusję przerwał dzwonek do drzwi.
- Uuu twój tata spodziewa się kogoś? - zapytał Scott. Wzruszyłem ramionami, bo nie miałem pojęcia. Jedyne co przeszło mi przez myśl to kolejna tajemnica taty. Miałem ochotę wyjść z pokoju i sprawdzić kto to, ale nie chciałem robić scen przy przyjacielu. Jednak głos taty unoszący się z dołu mnie zaskoczył.
- Stiles! Ktoś do Ciebie! - na te słowa szybko podniosłem się z łóżka. Gestem dałem przyjacielowi do zrozumienia, żeby poszedł ze mną. Po drodze spojrzałem w lustro. Nie ukrywam, miałem cichą nadzieję, że to Lydia. Moje serce zaczęło bić mocniej, a w drodze na dół układałem już nasz dialog w głowie. Przed oczami miałem już ten truskawkowy blond i piękne oczy. Czar jednak prysł, kiedy dotarliśmy do salonu, gdzie dziewczyna stała obok mojego taty. Niska blondynka miała w ręce kawałek ciasta. Malia spojrzała mi prosto w oczy, po czym zmieszana swój wzrok skierowała na Scotta.
***
- Cześć - wymamrotałem pod nosem.
Dzień w szkole strasznie mi się dłużył. W drodze powrotnej zamieniliśmy z przyjacielem parę krótkich zdań na temat piątkowego wieczoru. Zatrzymując się pod domem przyjaciela stwierdziłem, że warto dokończyć tę dyskusję, więc zaprosiłem go do siebie na kolację. Na szczęście się nie sprzeciwił. Poczułem lekką ulgę wiedząc, że mogę na niego liczyć. Poza tatą był tak naprawdę jedyną osobą, której teraz ufałem.
Scott przyszedł chwilę przed powrotem taty, więc w trójkę zjedliśmy zamówioną przeze mnie wcześniej pizze. Przyjaciel doskonale wiedział, że lepiej nie poruszać przy szeryfie pewnych tematów, więc po skończonym posiłku poszliśmy na górę.
- więc o co tak naprawdę poszło między tobą i Martin? - zapytał, kiedy upewniliśmy się, że najstarszy facet w tym domu nas nie słyszy.
- W sumie o nic takiego. Była zła na mnie, że zostaję na komisariacie, a nie wracam z nią na imprezę, więc zadzwoniła po swojego chłopaka. - wzruszyłem ramionami, siadając na niepościelone łóżko w moim pokoju.
- Zabawne, bo siedziałem w jej domu do czwartej nad ranem, czekając aż wrócą. - mina Scotta w tym momencie mnie przerażała.
- Pewnie pojechali do klubu, bo było do przewidzenia, że zakończysz tą imprezę jak najszybciej. - to była jedyna opcja, jaka przyszła mi do głowy.
- Jakaś sugestia? - zaśmiał się.
- Skąd. - odpowiedziałem również się śmiejąc. Naszą dyskusję przerwał dzwonek do drzwi.
- Uuu twój tata spodziewa się kogoś? - zapytał Scott. Wzruszyłem ramionami, bo nie miałem pojęcia. Jedyne co przeszło mi przez myśl to kolejna tajemnica taty. Miałem ochotę wyjść z pokoju i sprawdzić kto to, ale nie chciałem robić scen przy przyjacielu. Jednak głos taty unoszący się z dołu mnie zaskoczył.
- Stiles! Ktoś do Ciebie! - na te słowa szybko podniosłem się z łóżka. Gestem dałem przyjacielowi do zrozumienia, żeby poszedł ze mną. Po drodze spojrzałem w lustro. Nie ukrywam, miałem cichą nadzieję, że to Lydia. Moje serce zaczęło bić mocniej, a w drodze na dół układałem już nasz dialog w głowie. Przed oczami miałem już ten truskawkowy blond i piękne oczy. Czar jednak prysł, kiedy dotarliśmy do salonu, gdzie dziewczyna stała obok mojego taty. Niska blondynka miała w ręce kawałek ciasta. Malia spojrzała mi prosto w oczy, po czym zmieszana swój wzrok skierowała na Scotta.
***
Dzisiaj znalazłam twojego bloga i piszesz super ;)
OdpowiedzUsuńDziękuję :)
UsuńŚwietny rozdział, trochę krótki jak na ciebie ;)
OdpowiedzUsuńBłędy:
pizze - pizzę
Tam było parę razy niezaczęte z wielkiej litery zdanie, ale to sobie darujemy xd
po co ta głupia malia przylazła z ciastem? niech sama go zje, lydia miała do niego przyjść. łeeeeeeeee
http://stay-with-me-if-you-remember.blogspot.com/
tak, na takie drobne błędy rzadko zwracam uwagę, zwłaszcza, że zazwyczaj piszę w nocy, haha.
UsuńDziękuję mimo wszystko. Postaram się następnym razem o dłuższe rozdziały. :D
Super blog, czekam na więcej!
OdpowiedzUsuń