Cisza stawała się coraz dłuższa. Zacząłem się obawiać, że nie uzyskam odpowiedzi. Jednak w końcu tata westchnął i zaczął mówić.
- W mieście dokonano już trzech zabójstw. Każde następowało równo tydzień od poprzedniego. Jednego z nich świadkiem była Pani Martin, co nam daje kolejny trop. - odpowiedział.
- Zabójstwa są dokonywane w każdy piątek? - zapytałem.
- W nocy z piątku na sobotę. Dlaczego pytasz? - zdziwił się.
- Bo mama Lydii będzie tam u Ciebie jutro w nocy. - odparłem.
- Lydia Ci powiedziała? - zaśmiał się.
- Przynajmniej ona. - westchnąłem, ale natychmiast tego żałowałem. Atmosfera zrobiła się nieco napięta. Mimo to, tata chciał ją trochę załagodzić.
- Jest coś między Wami? - powiedział, olewając moje stwierdzenie. I całe szczęście, tylko że nie wiedziałem, jak odpowiedzieć na to pytanie.
- Nie, to tylko koleżanka. - odparłem, żeby nie skłamać. Może dla mnie była kimś więcej, ale to co było między nami, nie wskazywało na nic innego.
- Możesz powiedzieć mi o wszystkim, Stiles. - stwierdził tata, próbując spojrzeć mi w oczy.
- Wiem. - odpowiedziałem. Chciałem uniknąć opowiadania po raz kolejny tego, jak bardzo jestem w niej zakochany.
Jest piątek. Postanowiłem, że nie pójdę do szkoły. Już przed snem poinformowałem Scotta, żeby na mnie nie czekał oraz, że będę po niego pół godziny przed imprezą Lydii. Poranek jak i południe zleciały mi dosyć szybko. O ustalonym czasie pojechałem po przyjaciela.
Gdy przyjechaliśmy na miejsce, była tam już co najmniej połowa szkoły, a jakieś trzy czwarte z nich pod wpływem alkoholu. Stanęliśmy ze Scottem przy wejściu. On pomału znikał w tłumie, a ja rozglądałem się za truskawkowym blondem. Nagle ktoś mnie szturchnął.
- Musisz mi pomóc. - powiedziała Lydia, biorąc mnie za rękę i ciągnąć za sobą. Miała na sobie bardzo krótką sukienkę, przez którą spokojnie można by dostrzec kolor jej majtek. Nie zdążyłem się przypatrzeć, jak mocno się pomalowała, ale spodziewam się, że jest to makijaż o wiele mocniejszy niż w szkole. W końcu to jej impreza. Kiedy przeciskaliśmy się przez tłum, zaczepił nas Mason.
- Lydia, gdzie tu jest toaleta?! - krzyknął.
- A chcesz sikać czy rzygać? - spytała.
- Sikać. - odparł.
- Schodami do góry i trafisz. - odpowiedziała, ciągnąc mnie dalej za sobą. Weszliśmy do małego pomieszczenia, gdzie były dwie półki na książki, mały fotel i biurko. Lydia zamknęła drzwi, żeby stłumić głośną muzykę.
- Coś się stało? - spytałem.
- Mama napisała mi esa, że tata nie może się do Ciebie dodzwonić. Oboje mamy przyjechać na komisariat jak najszybciej, a ja nie wiem co zrobić z imprezą. - panikowała.
- Jackson się nimi nie zajmie? - to było tak na prawdę pierwsze, co przyszło mi do głowy.
- Zdenerwował się, jak zapytałam czy Cię widział i że nie chcę powiedzieć mu o co chodzi. No i wyszedł. - odpowiedziała. Spojrzałem w jej oczy. Pokazywały jak bardzo jest smutna, a za razem zmieszana całą sytuacją.
- Pójdę po Scotta. - powiedziałem po chwili ciszy, jaka między nami nastąpiła. Serce waliło mi jak oszalałe, ale zignorowałem to. Wyszedłem z pokoju i widząc tańczący tłum mogłem tylko życzyć sobie powodzenia. Przeciskając się pomiędzy pijanymi, co drugą osobę pytałem, czy widziała mojego przyjaciela. Każdy albo odpowiadał przecząco, albo po prostu to ignorował. Kiedy wreszcie dojrzałem bruneta, miałem chęć dosłownie do niego podbiec, jednak nie było to możliwe. Krzyk też był na nic, ponieważ muzyka była za głośna. Przeciskając się w stronę przyjaciela, potknąłem się i upadłem. Jednak to nie upadek był najgorszy, tylko fakt, że pod sobą miałem jeszcze kogoś. Szybko wstałem i podałem osobie leżącej rękę. Była to niska blondynka o ciemnych, brązowych oczach.
- Przepraszam. - powiedziałem, nachylając się blisko nieznajomej, żeby usłyszała.
- Nic nie szkodzi. - uśmiechnęła się. - Jestem Malia, a ty?
***
dostępne również na: https://www.wattpad.com/story/66527076-stydia-you-look-like-you're-gonna-ignore-me

Świetny rozdział.
OdpowiedzUsuńCzekam na następny <3
MALIA TO DEMON
OdpowiedzUsuń